| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28




...na rurzowo
niedziela, 31 stycznia 2010

Mało które słowo wzbudza w użytkownikach języka polskiego tyle emocji co słowo "ketchup". Wystarczy wpisać w Google dwa warianty jego wymowy, by trafić na nasączone jadem komentarze ludzi, którzy opowiadają się za jedną z wersji, uznając drugą za "wieśniacką", "pretensjonalną" czy "snobistyczną". Oczywiście jedynym argumentem przeciwko tej drugiej wymowie jest przeważnie kolejna deklaracja emocjonalna typu "bo u nas w domu mówiło się..." albo "bo tylko szpanerzy mówią inaczej". Cóż.. u mnie w domu mówiło się zawsze [keczap], ale nigdy nie śmiałabym użyć tego jako argumentu w walce o taką wymowę, bo to zwyczajnie argumentem nie jest. keczap

Co więc jest argumentem? Zapożyczenia w języku polskim dzielą się między innymi na zapożyczenia fonetyczne i graficzne. O zapożyczeniu fonetycznym mówimy wtedy, gdy wyraz obcojęzyczny wchodzi do polszczyzny w brzmieniu zbliżonym do oryginalnego. Przykładem zapożyczenia fonetycznego jest n.p. "interfejs", którego oryginalna pisownia to "interface" i choć angielska wymowa tego wyrazu różni się nieco od jego polskiego odpowiednika, forma "interfejs" jest najbliższa fonetycznie oryginałowi. Zapożyczenie graficzne to takie, którego oryginalną pisownię czytamy "po polsku", a więc nie biorąc pod uwagę jego obcojęzycznego brzmienia. Przykładem może być słowo "autobus", którego wymowa francuska sugerowałaby raczej [otobus].

Z keczapem sprawa się trochę komplikuje, bo nie wiadomo, jak sklasyfikować to zapożyczenie, jeśli użyjemy formy [keczup]. Z jednej strony będzie to zapożyczenie fonetyczne ("ketch-" jako [kecz-]), z drugiej graficzne ("-up" jako [-up]). Tak więc lepiej umotywowaną językowo wersją wymowy tego słowa będzie [keczap] jako zapożyczenie fonetyczne.

Z argumentacją taką kłócą się językozanwcy, którzy sugerują, jakoby oryginalna wymowa wyrazu angielskiego "ketchup" nie zawierała czystego [a] w drugiej sylabie. Mają oczywiście rację, ale głoska występująca w tej sylabie jest zdecydowanie bliższa polskiemu [a] niż [u], argumentacja ta więc jest mocno naciągana. Innym argumentem jest uzus, a więc spostrzeżenie, że większość społeczeństwa używa formy [keczup]. To jednak również mnie nie przekonuje, gdyż na tej samej zasadzie moglibyśmy nagle uznać wiele błędnych form jako poprawne, tylko dlatego, że masa niewykształconych ludzi ich używa. Proces awansowania jakiegoś wyrazu z błędu do normy użytkowej i w końcu do normy wzorcowej trwa zwykle dużo dłużej i jest procesem bardziej skomplikowanym.

Dziwi mnie zatem stanowisko wielu językoznawców, którzy opowiadają się za wymową [keczup] jako jedyną poprawną, nie uznając alternatywnego [keczap] nawet jako formy dopuszczalnej choć rzadziej używanej. No, ale nie po raz pierwszy staję w opozycji do moich profesorów...

Dla jasności, przytoczę Wam argumentację prof. Bańki, który w internetowej poradni językowej pwn pisze, że razi go [keczap], który "wolelibyśmy wymawiać przez u niż przez a". Stwierdzenie to z kolei razi mnie, gdyż nie przystoją językozawcy tłumaczenia: "razi nas" czy "wolelibyśmy" bez podania powodów owego "urażenia", nie wspominając już o użyciu liczby mnogiej, sugerującej, że prof. Bańko mówi w imieniu wszystkich językoznawców. Na szczęście w innej odpowiedzi na pytanie użytkownika poradni pisze już szerzej i dokładniej:

Piszemy keczup, rzadziej z angielska ketchup. Wymawiamy tradycyjnie [keczup] lub – naśladując angielską wymowę – [keczap]. Ten drugi wariant wymowy wydaje się niektórym osobom pretensjonalny. Słowniki poprawnej polszczyzny PWN dyskwalifikują go przy haśle keczup, sankcjonują zaś przy haśle ketchup. Na podstawie takiego rozstrzygnięcia można zarzucić błąd komuś, kto odczytał słowo keczup jako [keczap], lecz nie można zarzucić błędu komuś, kto odczytał tak słowo ketchup, ani komuś, kto po prostu powiedział [keczap], nie czytając.

Nowy Słownik Poprawnej Polszczyzny pod red. prof. Markowskiego jest jeszcze bardziej bezwględny wobec [keczapu], gdyż dyskwalifikuje go jako formę po prostu błędną, niezaliczaną nawet do normy użytkowej.

Reasumując problem "ketchupu": Rada Języka Polskiego stoi murem za tymi, którzy mówią [keczup], ale ciocia Segritta staje w obronie poszkodowanych reguł zapożyczeń i wbrew opinii słowników (co jej się jednak rzadko zdarza) opowiada się za formą [keczap].

PS. Reklama Pudliszek niezamierzona, bo w sumie nie przepadam za keczapem, ale jeśli już wybierać jakąś markę, to oczywiście polską. :)

 

 

16:41, segritta , JĘZYK
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 25 stycznia 2010

Wystarczy choć trochę mnie znać, by wiedzieć, że jestem wielką fanką fochów. Fascynują mnie. Może to dlatego, że sama nigdy fochów nie miewam. Pamiętam, że w podstawówce raz się na przyjaciółkę obraziłam, trochę na zasadzie "zobaczymy, czy to faktycznie działa". Cóż... Męczyłam się z tym moim dziewiczym fochem parę godzin, jakoś tak głupio mi było. W końcu nie wytrzymałam i poszłam do niej pogadać. Okazało się, że wcale nie zauważyła, że się na nią byłam obraziła. Uznałam, że chyba foch, aby podziałać, musi trwać dłużej - a to by było ponad moje siły, więc pogodziłam się z faktem, że nie mam do tego talentu i zmuszona jestem używać innych metod perswazji. I tak zostało do dziś. Ludzie wokół mnie jednak dośc często traktują mnie fochem, co niezmiennie spotyka się z rozbawionym zachwytem z mojej strony.

W moich studiach nad fochem doszłam do pewnych fascynujących wniosków. Otóż okazuje się, że ludzie wyciągają focha z rękawa w momencie, gdy okazuje im sie szacunek, wierzy się im lub po prostu jest się z nimi szczerymi.

Foś się we mnie zadużył, niestety bez wzajemności. Długo mnie męczył, żebym podała przyczynę takiego stanu rzeczy. W końcu się poddałam.
FOŚ: Ale dlaczego?
SEG: Bo jesteś niemęski.
FOŚ: [foch]

FOSIA: Jestem taka gruba...
SEG: Jesteś
FOSIA: [foch]

Foś ma skwaszoną minę.
SEG: Coś się stało?
FOŚ: Nic.
SEG: OK.
FOŚ: [foch]

W tym ostatnim przypadku doszło do tak zwanego focha wtórnego, który zbliża nas ku zwycięstwu. W leczeniu syndromu fochowatości chodzi bowiem o to, by ignorować przeciwnika, aż sam się pokona. To moja ulubiona technika i opiera się na antyterrorystycznej zasadzie wykluczenia negocjacji. Kluczem do sukcesu jest kompletne ignorowanie focha, dzięki czemu, odbijając się od naszej tarczy obojętności trafia w samego emitującego i zatruwa go. Większość ludzi w końcu pojmuje, że to bez sensu i zaczyna używać języka do rozwiązywania swoich problemów.

sobota, 23 stycznia 2010

Didi dziś wróciła z Blumenszajsen. Z tej okazji zaprosiłam parę osób na degustację wiśniówki. Właśnie na nich czekamy (tak tak, to z ostatniej chwili) :)

Didi: A kto jeszcze będzie?
Seg: Mścisława jeszcze zaprosiłam. Zostanie do jutra.
Didi zrobiła wielkie oczy
Didi: O nie...
Seg: Co?
Didi: ...zobaczy mnie w mojej piżamie!
Seg: Oj Didson.. Uwierz mi, on i tak jest mój.
Didi: ..bo jeszcze nie widział mnie w piżamie.

Boję się. :)

20:35, segritta , KRÓTKO
Link Komentarze (4) »
czwartek, 21 stycznia 2010

Przyjechałam do Mścisława Tosią. Tosia to mój samochód, a właściwie samochoda, bo to ewidentnie dziewczynka. Tosi skończył się płyn do spryskiwaczy, więc przed wejściem do domu otworzyłam maskę z zamiarem wlania nowego płynu. Mróz był, palce grabiały, latarka mi w rąk wylatywała, więc z dużą ulgą powitałam Mścisława, który zaciekawiony faktem, że grzebię coś pod maską, wyszedł się zorientować w sytuacji i służyć męską pomocą.

Wziął latarkę. Leję płyn. Patrzę na niego, jak się trzęsie.

Seg: Moje biedactwo. Zmarznie...

Cisza. Mścisław patrzy na mnie pytająco. W końcu zrozumiałam i dodałam:

Seg: O Tobie mówię.
Mścisław: Aaa.. właśnie.. no...

Chyba za dużo czułości okazuję Tosi przy Mścisławie. To może prowadzić do rozłamu w rodzinie.

22:59, segritta , KRÓTKO
Link Komentarze (5) »

ml-ka w swoim ostatnim wpisie twierdzi, że ma "jednych z najfajniejszych komentatorów w kosmosie (czytaczy też, spoko)". To mądra kobieta jest (choć ewidentnie zbyt łagodnie przez menrza traktowana, ale to wiemy wszyscy) i wie, co mówi. Do grupy Najfajnieszych Komentatorów i Czytaczy w Kosmosie (w skrócie NKCK) zaliczacie się również Wy, rurzowi czytacze i komentatorzy, o czym najlepiej świadczą wyniki Podsumowania 2009 czyli liście najpopularniejszych blogów w 2009 roku na Blox.pl.

Segritta ...na rurzowo znalazła się na DRUGIM miejscu w najlepsza wisniowkakategorii "kobieta" i szesnastym w "TOP 1000".

Sukces warty toastu dobrym alkoholem, więc piję Wasze zdrowie kieliszkiem Wiśniówki Soplicy*.

A teraz nius. Do Segritty na rurzowo i Segritty w paryrzu dołączy niedługo Segritta w lądynie. Nowy blog ruszy jakoś na początku lutego, kiedy to opuszczę dotkniętą lekkim mrozem Warszawę, by spędzić kilka miesięcy w dotkniętym zimą stulecia Londynie. Będzie fajnie, o ile drugiego dnia nie wpadnę pod autobus jadący do mnie jakoś tak lewostronnie. Adres bloga to http://ladyn.blox.pl (wyobraźcie sobie, że wolny był ;))

 

*Ktoś mi ostatnio zarzucił, że sprzedałam swoje pióro, pisząc tekst sponsorowany na zlecenie firmy Stenders. Z trzech prawd (cała prawda, pół-prawda i gówno prawda) oznajmiam, że jest to ta trzecia. Nigdy nie pisałam i nie mam zamiaru pisać tekstów sponsorowanych. Albo ktoś się u mnie bannerkiem reklamuje - albo ja coś polecam, bo to lubię i nie mam zamiaru zaklejać nazwy brendu tylko dlatego, że niektórzy mają jakąś obsesję na punkcie doszukiwania się wszędzie marketingowej manipulacji. No, ale wracając do Wiśniówki Soplicy, to specyfik, który poleciła nam pewna pani z wioskowego sklepiku w Dobrzyńcu. Wyciągnęła butelkę spod lady i powiedziała "z siostrą Elizą zawsze to pijemy, jak przyjeżdża na ploty". To mnie przekonało do spróbowania. Warto było. Od tamtej wiosny Wiśniówka Soplicy żondzi i coraz trudniej ją w Warszawie dostać, bo regularnie wykupujemy zapasy sklepowe. :)

22:47, segritta , BLOGOWO
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 71